Maja Lidia Kossakowska "Grillbar Galaktyka"
No cóż, w końcu mówi to mieszkaniec planety Jugot.
Widzę, jak Samowi opada szczęka. Nisko, niemal do ziemi.
- Łapka! - krzyczy wstrząśnięty. - Ty mówisz! I to międzygalaktycznym!
Kronosjanin potwierdza skinieniem głowy.
- To dlaczego żeś się do tej pory nie odzywał, draniu?!
- Nie miałem niczego ciekawego do powiedzenia."
Maja Lidia Kossakowska "Grillbar Galaktyka"
(i pewnie zawsze był kompot)
This word is often overused or misused, like in the present sentence (better would be "as in the present sentence")."
Robin Macpherson "English for Writers and Translators"
"Dotychczas najbardziej drażniła go bezosobowość pana Hyde'a, teraz - na skutek nagłego zwrotu - jego osobowość."
Robert Louis Stevenson "Doktor Jekyll i pan Hyde" (tłum. Tadeusz Jan Dehnel)
(i zadowól tu tego faceta, no :D)
Przy sprzątaniu znalazłam mój stary plecaczek z promocji Coccolino.
OH MY GOD it's gonna kill me in my sleep D:
Nie wiem, na ile inni też to widzą (moja mama ani trochę, co poniekąd dodaje grozy sytuacji :D), ale jak dla mnie ten misiek ma wyraz pyszczka godny laleczki Chucky. A fakt, że najwyraźniej ma głowę obróconą o 180 stopni w stosunku do reszty ciała bynajmniej nie pomaga _^_
Robin Macpherson "English for Writers and Translators"
O rly. (A jak ja takie robiłam w podstawówce, to mówili że głupio i mam robić same kreski :< )
"(...) zwyczajny, pozbawiony wyrazu, zasuszony jegomość w nieokreślonym wieku, mówiący edynburskim akcentem i równie skłonny do wzruszeń jak szkocka kobza."
Robert Louis Stevenson "Doktor Jekyll i pan Hyde" (tłum. Tadeusz Jan Dehnel)
- Pustelnikuje?
- Tak? To ciekawe co według ciebie, młodzieńcze, robi właściciel spółki..."
Książę i Tchórz
Niezupełnie to do mnie pasuje, ale co tam XD
Swoją drogą LOL what, to pierwszy test który wklejam na tym blogu? Nie może być. Trzeba by to nadrobić =D
Przed zaprojektowaniem ulotki skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą
wtorek, 19.kwietnia.2011, 00:02W ramach wspomnianego ostatnio sprzątania pokoju (które notabene póki co posuwa się w ślimaczym tempie) znalazłam pewną ulotkę, którą chciałabym się z wami podzielić. Zdobyłam ją w aptece w ostatnim okresie bożonarodzeniowym; promuje ona Raphacholin Forte i nawiązuje do telewizyjnych reklam tego leku. Wziąć ją sobie musiałam, bo przedstawiona na niej ilustracja... no... zobaczcie sami.
What the hell.
Czy może to ja jestem jakaś dziwna i tylko mnie bawi ta kobieta siedząca za choinką i rozmyślająca o świątecznych potrawach swojej mamy?
...nie mam rączek jedenastu. I dobrze, głupio bym wyglądała. Zresztą, gdzie ja bym zmieściła te wszystkie ręce?
U mnie w domu trwają akurat przedświąteczne porządki. Myłam okna (od wewnątrz) i drzwi, mam jeszcze w planach mycie podłogi i lodówki oraz ścieranie kurzy (kurzów?) w moim pokoju, a teraz ambitnie planuję ów pokój posprzątać. Prawdę mówiąc, bałaganu w ścisłym tego słowa znaczeniu za bardzo tu nie mam (pomijając fakt, że tymczasowo dużo dziwnych rzeczy znalazło się na moim łóżku, bo musiałam zdjąć je z półek, które niewtajemniczeni uznaliby za fotel i taboret), ale tak ładnie wygląda to tylko z wierzchu. Problem właściwy polega na tym, że najwyraźniej w poprzednim życiu byłam chomikiem, bo mam silną tendencję do gromadzenia rzeczy i powoli brakuje mi już miejsca, żeby je wszystkie upychać (toreb w policzkach nie mam, a jak powszechnie wiadomo nigdy nie ma dość miejsca na półkach). W związku z powyższym zamierzam podjąć próbę zrobienia z tym czegoś. Na wielkie sukcesy bym nie liczyła, ale przynajmniej w piekle będą mieli pożądne drogi.
Skoro już tu jestem, napoknę, że nowy edytor notek zgodnie z przewidywaniami działa mi na nerwy. Co prawda wydaje się nawet sympatyczny i można go polubić, ale... Nie macie pojęcia (chyba, że też to robiliście) ile się nagimnastykowałam, zanim udało mi się parę notek temu umieścić tytuł piosenki po prawej stronie. WYSIWYG po prostu mnie olewał i zamiast zmienić wyrównanie, przerzucał mi kursor w inne miejsce tekstu (WTF?), po przełączeniu na edycję HTML i dokonaniu zmian tam... olewał mnie w dalszym ciągu. W końcu udało mi się jakoś osiągnąć zamierzony efekt, i nauczona doświadczeniem następnym razem zrobiłam to właściwie bez problemów, ale jednakowóż. Może ja po prostu czegoś tu nie ogarniam i robiłam nie tak, ale jeśli muszę coś jeszcze ogarniać, żeby bez problemu wykonać tak prostą czynność, to coś tu chyba jest nie tego. No, ale da się przeżyć, reszta (póki co) wydaje się działać sensownie...
I tym optymistycznym akcentem kończę tę randomalną i zaskakująco pamiętnikowo-blogową notkę.

